2012-01-12 23:13:00; Dodaj komentarz (0); Qrczak

W drodze powrotnej zatrzymali się. Pośrodku lasu, na wąskiej drodze, która jako jedyna prowadziła do domu.
- Co jest? Zapomniałeś czegoś? - spytał przyjaciel.
- Nie. Wszystko mam, poczekajcie chwilę.
Dochodziła trzecia godzina. Noc była ciepła, jak na końcówkę lata przystało. Wiatr lekko szumiał trącając liście drzew, co w połączeniu z absolutną ciemnością wzbudzało lekki niepokój u znajomych. Czekali w samochodzie. Nikt go nie prosił o postój. Stali tak dłuższą chwilę czekając na rozwój wydarzeń.
- Przesiądźmy się - poprosił przyjaciela, aby ten poprowadził samochód - mam dziwne przeczucie.
Ten bez pytania zasiadł za kierownicą. Niczego nie podejrzewając zapiął pas i ruszył.

Droga była długa, nikomu nie chciało się spać, więc starali się czymś się zająć. Rozmowa o wszystkim i o niczym, paczka chipsów i karty do gry.. Było miło, każdy śmiał się i żartował, czas mijał szybko.

I nagle.. STOP! Tuż przed maską samochodu zobaczyli postać w ciemnym ubraniu. Cudem zatrzymali się nawet go nie tknąwszy. Starszy mężczyzna nie sprawiał wcale wrażenia zagubionego. Wprost przeciwnie. Nigdzie się też nie śpieszył. Tak jakby na nich właśnie czekał. Wyglądał na poczciwego, a cerę miał zszarzałą i pomarszczoną. Zapewne od papierosów, których paczkę właśnie wyciągnął z kieszeni. Zachowywał się tak, jakby doskonale znał ich wszystkich. Podszedł do okna, dzięki czemu mogli się mu dokładnie przyjrzeć. Mieli wrażenie, że już wcześniej gdzieś go spotkali.
- Co ty *** wyprawiasz, człowieku?! Chcesz zginąć?!
- Spokojnie, nie trafiliście na mnie przypadkowo. Mam dla jednego z was coś ważnego. - odpowiedział spokojnie i powoli.
Jego głos był ciepły, ale stanowczy. Głęboki, ale nie budzący strachu. Z miejsca budzący zaufanie. Sięgnął do kieszeni z grymasem na twarzy, jakby chciał pożalić się na zatrważającą głębokość kieszeni tudzież liczbę nieprzydatnych rzeczy, które się tam znajdowały. Wyciągnął zapalniczkę. Po chwili, już z zapalonym papierosem, znów włożył dłoń do tej samej kieszeni i jednym szybkim ruchem wyciągnął niewielkie zawiniątko. Wszyscy patrzyli z uwagą. Starzec skierował na niego swoje przeszywające spojrzenie, jakby chciał zajrzeć przez oczy do wnętrza, i rzekł:
- Wiedziałeś, że mnie tu spotkasz, dlatego się przesiadłeś. Zadam ci teraz kilka pytań. Zapamiętaj je i odpowiedz sobie sam, kiedy będziesz gotów. - po chwili kontynuował - Czy wiesz co to znaczy naprawdę pokochać? Czy można pokochać więcej niż raz tę samą osobę? I wreszcie, czy owo „więcej niż raz” może zdarzyć się kilka razy w ciągu paru miesięcy? Znasz ją, prawda? - zaciągnął się papierosem - Jeśli na wszystkie odpowiesz „tak”, będzie to znaczyć, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Proszę - wyciągnął rękę i podał zawiniątko właścicielowi samochodu - to pomoże Ci znaleźć właściwą drogę.
- Ale…?
Nie zdążył skończyć pytania, bo ów starszy mężczyzna o zielonych oczach odwrócił się i zniknął w ciemnościach. Dosłownie rozpłynął się w powietrzu.
- Ej, jedźmy stąd. Kto to w ogóle był?! - rzucił ktoś z tylnej kanapy. Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Wszyscy milczeli. Nawet on, patrzył tylko przez szybę i znów na niewielki fragment materiału przypominający kształtem zawinięty cukierek. Nikt nie miał odwagi spytać, czym właściwie obdarował go tajemniczy starzec.

Nazajutrz odważył się otworzyć „prezent”. Jego oczom ukazał się.. zwyczajny kamień. Wziął go, obejrzał z każdej strony i już miał wyrzucić, kiedy zwrócił uwagę na wewnętrzną stronę zawiniątka. Otrzepał je z kurzu. Tam było coś napisane. Ładny, kaligraficzny wręcz krój pisma, starannie poprowadzona stalówka pióra układała granatowe litery w piękne słowa: „Odważ się. Jesteś jej wart”. Wtedy już wszystko zrozumiał.

Chwycił telefon i zadzwonił do niej. Odebrała nieśmiało. Rozmowę zaczął słowami:
- Wiesz kogo wczoraj spotkałem? Ten gość miał na imię Przeznaczenie..



Dodaj komentarz

Komentarze gości

Nikt jeszcze nie skomentował tej notki